... jest lepiej.:)
Piotrek nie chce komplikować mi życia, zadręczać mnie swoimi problemami... Ja nie chciałam się narzucać. A przecież tyle dla siebie znaczymy!
Jutro Szczecin! Z nadzieją na lepsze! ;)
Przystanek: MIŁOŚĆ.
poniedziałek, 26 września 2011
wtorek, 20 września 2011
Nie pytaj.
„A niebo znów na głowę spada mi. I nadziei coraz mniej na słońce.”
– Kasia Nosowska LIST
Niby lepiej, niż wczoraj, niż dwa dni temu, niż wcześniej… Jednak nadziei coraz mniej; nadziei na słońce, na miłość…
Nie wie czy mnie kocha, ale jestem dla niego ważna. Nie chce się ze mną rozstawać, ale nie chce się spotykać. Boli jak cholera! Boli Jego obojętność, chłód, egoizm! Jesteśmy razem, ale osobno. Czuję się samotnie i źle. Cierpię. I wkurzam się na niego! Denerwuję! I kocham. I dziękuję, że nas nie przekreśla. Łakomie i żałośnie staram się czerpać z każdej minuty, którą łaskawie mi ofiaruje. Znowu ryczę. Piąty dzień… Ile człowiek ma w sobie łez? Ile bólu? Dlaczego nie może być jak kiedyś?...
Powoli i ja tracę sens w nasz związek. Nie jest pewny, czy mnie kocha… Nikt mnie nigdy nie zranił tak jak On w chwili, gdy wypowiedział te słowa… Nie dam rady kochać za nas oboje. Nie dam rady i nie chcę. Nie będę w tedy ja szczęśliwa i nie będzie On. Zresztą, już teraz nie jesteśmy. Bo mogę to powiedzieć, niestety, nie jestem szczęśliwa. Nie jestem, bo moja kobieca intuicja podpowiada mi, że Piotr jest ze mną z litości.
Bo jeśli nie wie, czy kocha, to znaczy, że nie kocha.
Dlatego dam nam jeszcze czas, kilka tygodni. Jeżeli nadal, nie będzie wiedział co czuje, sama zakończę nasz związek. Z miłości do Niego. I z szacunku do siebie.
Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. Nie wiem, jak długo wytrzymam. Moje serce krwawi.
Pragnie zainteresowania, czułości, przede wszystkim- miłości. Zaproponowałam mu, aby do czasu, kiedy nie uporządkuje swoich uczuć, abyśmy zrezygnowali z wszelkich zbliżeń. Zgodził się. Mam dziwne wrażenie, że to dla mnie będzie większe wyrzeczenie niż dla niego. Już teraz nasz związek przypomina mi bardziej przyjaźń. Tylko, że ja Go kocham. Ponad życie.
Tak bardzo tęsknię…
sobota, 17 września 2011
Gorzej.
Dlaczego nie ma poradników, w których radzi się co zrobić z rozpadającym się życiem?
Dawno nie płakałam tyle, co dziś i wczoraj. Nigdy nie czułam się tak beznadziejnie… Ta bezsilność doprowadza mnie od szału. Powinnam czekać, dać Mu czas, ale nie potrafię. Żałośnie proszę się o kontakt, pragnę usłyszeć Jego głos, chciałabym by się mną zainteresował. Boję się, że to koniec. Zdaję sobie sprawę, że Piotrek od dłuższego czasu nie był do końca szczęśliwy. Wiele problemów, z którymi nie zawsze umiał sobie poradzić, ciągłe pretensje mamy, chora noga, praca, presja, którą ja na niego nakładałam w związku ze szkołą. Ja. Chyba Mu nie pomagałam. Wręcz przeciwnie- mam wrażenie, że dostarczałam mu kolejnych powodów do zmartwień.
Ból przeszywa moją głowę. Jest godzina 00:15, najchętniej zadzwoniłabym do Niego. Czuję się tak strasznie, prawie cały dzień spędziłam w łóżku, obwiniając siebie i Jego na przemian, robiąc przerwę na oglądanie Naszych wspólnych zdjęć. Nie wiem, co chciałam przez to osiągnąć, czy zdołować siebie bardziej? Nie udało mi się, być może dlatego, że wydaje się niemożliwym być w gorszym stanie niż dziś. Wspomnienia okazały się lekarstwem. Na mojej twarzy pojawiał się uśmiech. Nasze trzy lata w obrazkach… Pierwsze zdjęcie z Lednicy, kiedy to się poznaliśmy. Pierwsze zdjęcia zrobione Jego nowym aparatem. Wypady za miasto i za wieś, nad morze, do jego siostry. Wspólnie spędzone święta i Sylwester. Nie możliwym wydaje się, że Piotrek mógłby zakończyć nasz związek. Oddałam Mu siebie, całe swoje życie. On jest moim całym życiem. Pozwoliłam sobie dziś do niego zadzwonić. Bo w końcu nadal jestem Jego dziewczyną, nie zerwał ze mną… Nie miał czasu, powiedział, że zadzwoni później. Jego głos stał się ukojeniem. Poczułam się lepiej. Zasnęłam po przepłakanej nocy. Gdy oddzwonił… Dawno nie cieszyłam się tak na Jego telefon… Rozstania (jeżeli to jest rozstanie) bardzo przypominają początki. U mnie. Motylki w żołądku, mrowienie na dźwięk wibracji, chęć spotkania, dylematy- zadzwonić czy nie zadzwonić… I to, że ani na początku ani na końcu nie wiadomo jakie intencje są tej drugiej osoby…
Mam nadzieję, że Piotrek da nam czas, że jeszcze raz spróbujemy budować. Tylko, że nadzieja ta jest coraz bardziej nikła. Gdy rozmawiając z nim powiedziałam, że Go kocham, nie usłyszałam odpowiedzi… Nikt nigdy mnie nie ranił tak jak On w tej chwili. Wiem, że tego nie chce. Boże, kiedy on powiedział mi pierwszy, że mnie kocha?! Jestem cała w rozsypce, mój świat jest w rozsypce. Głupie myśli przychodzą do głowy. Chciałabym napisać mu jak bardzo Go kocham, chciałabym błagać Go na kolanach, żeby mnie nie zostawiał. Boję się spotkania, które ma nastąpić w poniedziałek. Boję się, ale nie mogę się doczekać chwili, gdy Go znowu ujrzę. Dwa tygodnie czekałam na Niego, tęskniłam, a teraz nawet nie mogę nacieszyć się Jego bliskością.
Odsunęliśmy się od siebie. To on odsunął się ode mnie. Przestałam Go podniecać, rzadko się kochaliśmy… Nie byłam tak dobra jakbym chciała być. Teraz widzę, że już dawno zaczęło się psuć. Tylko ja nie dopuszczałam tej myśli do siebie. Znudził się mną. Tylko ja nie znudziłam się Nim.
Cieszę się, że nikt nie ma tutaj wstępu, że jestem anonimowa. Piotrek nie wybaczył by mi, że piszę o nas.
Tak bardzo boję się jutra…
PS. Płaczę- chociaż prosiłeś mnie, abym nie płakała. Nie mam apetytu, nie jem. Najchętniej wypaliłabym całą paczkę papierosów, ale obiecałam. Zatopiłabym swoje smutki w alkoholu. Zrobiłabym coś głupiego- byle byś Ty się o mnie martwił, żeby coś skruszyło Twe zimne serce. Potrzebuję Twojego zainteresowania, Twojej czułości. I wiesz, wcale nie mam wyrzutów sumienia za myśli, które krążą po mojej głowie.
piątek, 16 września 2011
Niczym deszcz po szybie.
Nigdy nie było tak źle.
Łzy same spływają po policzkach.
Nie wiedziała, że kocha tak bardzo.
Co robić, gdy świat umiera?...
Piotrze, co się z nami stało?
Asia.
piątek, 2 września 2011
Ocieplenie.
"Ty i ja, to jedno". (Król Lew II: Czas Simby )
Poważne rozmowy pomagają, ocieplają atmosferę. Oboje się staramy. Piotr stara się podwójnie. Bardzo Go kocham. Ostatnie dni przed jego wyjazdem były piękne. Najpiękniejsze jest to, że po trzech latach bycia ze sobą nie mogę powiedzieć, że Go znam. Cały czas uczymy się siebie, poznajemy. Czuję, że mu zależy i bardzo, ale to bardzo mi się to podoba! Wspólny wypad na kajaki i na grzyby, wspólne gotowanie, wspólne plany… Oczywiście nie jest idealnie, ale nie chcę ideału. Problemy hartują nasz związek. Oby tylko przyszłość nie hartowała nas bez przerwy! Mam nadzieję, że nie jest to chwilowe ocieplenie, że za dwa tygodnie będzie więcej podwyższonej temperatury, aniżeli tej umiarkowanej. Pragnę wierzyć, że tak będzie. Teraz jednak wiem, że nic nie ma za darmo i oboje musimy się starać. Etap zauroczenie jest za nami. Miłość. Coraz bardziej dojrzała, coraz bardziej trudna… Wymagająca większej pracy i zaangażowania.
Mam wielkie plany na przyszłość- tą dalszą i tą bliższą. Pragnę znaleźć pracę. Powoli się usamodzielnić. Może zamieszkać z Piotrkiem. Muszę też bardziej dbać o siebie, o swoje ciało. Pragnę być piękna dla swojego mężczyzny ;)
Z przymrożeniem oka...
... ;)
PS. I zawsze będę Cię kochać...
J.
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
Chłodniej.
Chłód. Tym razem nie za oknem. Ostatnie dni sierpnia, dla większości wakacje dobiegają końca, a tu- o dziwo- słońce. Podobno na dniach mają wystąpić afrykańskie temperatury (!)… Szkoda, że to nie wpływa na mój nastrój. Nie wiem co się ze mną dzieje. Ze mną albo z nim… Czuję chłód. Coraz częściej, coraz zimniej. Z jednej strony widzę jak się stara. Również ja staram się być lepsza. Chwalę Go, doceniam, próbuję nie czepiać się o byle co. Teoretycznie powinno być piękne… Teoretycznie. W praktyce jest nijak. Jest zimno. Dostrzegam to, że nie odpowiedział na moje Kocham Cię, że nie przytulił się w tedy, gdy ja tego zapragnęłam, że nie odwzajemnił dotyku… Zdaję sobie sprawę, że to ja sama się nakręcam, doszukuję się niezrobionego, zapominając o staraniach, rzeczach miłych. Czasami mam wrażenie, że nasze uczucie wygasa, że nie jestem już tak fantastyczna dla Niego jak kiedyś. Pragnę czułości, namiętności, zainteresowania z Jego strony. Pragnę być zdobywana- jak kiedyś. Dlaczego potrafimy spokojnie obejrzeć razem film- nie przeszkadzając sobie wzajemnie? Mam nadzieję, że uda nam się pokonać to zimno i afrykańskie temperatury zawitają też w naszych sercach.
J.
poniedziałek, 1 sierpnia 2011
Marzenia egoistyczne.
Pierwszy dzień sierpnia dobiega końca… Słońce w kolorze dojrzałej pomarańczy chowa się, znika za horyzontem. Lubię wieczory, nie lubię spędzać ich samotnie. Piotrek jak zwykle u siebie, odpoczywa po ciężkim dniu. Ja zajmuję się ‘nicnieróbstwem’ u siebie. Chciałabym zamieszkać już razem, kłócić się o porozrzucane ubrania, gotować mu smaczne obiadki, kochać się namiętnie tak! Tylko we dwójkę, On i ja, nasze radości i nasze problemy.
Jak często bliscy mi ludzie mówili, żebym zaczęła myśleć o sobie, bym nie rezygnowała ze swoich marzeń, pragnień na rzecz innych… Bo świat jest okrutny i nie można być altruistą. Jeżeli będziesz za dobra zniszczą Cię. To Ty będziesz płakała. Inni czyhają. Trzeba być realistą. A głupia Joaśka nie wierzyła, często za bardzo dawała siebie. Cieszyła się, gdy pomagała. Być może dawała się wykorzystywać. Nie odwracała twarzy za brak ‘dziękuję’. Powoli jej serce zaczęło twardnieć. Nauczyła się mówić ‘nie’. Myślała, że to dobrze… Zastanawiam się czy spełnianie swoich marzeń zawsze wiąże się z egoizmem? Czy mam prawo do własnego szczęścia, kosztem planów drugiej osoby? Planów, w których zostałam uwzględniona bez mojej zgody, tylko dlatego, że kocham… Dlaczego moje marzenia wydają mi się egoistyczne? Dlaczego, spełniając je, będę miała wyrzuty sumienia? Stanowczo łatwiej jest mieć serca z kamienia.
„Dziś czuję się, jak mrówka, gdy czyjś but tratuje jej mrowisko...” - Edyta Gepert…
J.
PS. Nastała noc.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
