Dlaczego nie ma poradników, w których radzi się co zrobić z rozpadającym się życiem?
Dawno nie płakałam tyle, co dziś i wczoraj. Nigdy nie czułam się tak beznadziejnie… Ta bezsilność doprowadza mnie od szału. Powinnam czekać, dać Mu czas, ale nie potrafię. Żałośnie proszę się o kontakt, pragnę usłyszeć Jego głos, chciałabym by się mną zainteresował. Boję się, że to koniec. Zdaję sobie sprawę, że Piotrek od dłuższego czasu nie był do końca szczęśliwy. Wiele problemów, z którymi nie zawsze umiał sobie poradzić, ciągłe pretensje mamy, chora noga, praca, presja, którą ja na niego nakładałam w związku ze szkołą. Ja. Chyba Mu nie pomagałam. Wręcz przeciwnie- mam wrażenie, że dostarczałam mu kolejnych powodów do zmartwień.
Ból przeszywa moją głowę. Jest godzina 00:15, najchętniej zadzwoniłabym do Niego. Czuję się tak strasznie, prawie cały dzień spędziłam w łóżku, obwiniając siebie i Jego na przemian, robiąc przerwę na oglądanie Naszych wspólnych zdjęć. Nie wiem, co chciałam przez to osiągnąć, czy zdołować siebie bardziej? Nie udało mi się, być może dlatego, że wydaje się niemożliwym być w gorszym stanie niż dziś. Wspomnienia okazały się lekarstwem. Na mojej twarzy pojawiał się uśmiech. Nasze trzy lata w obrazkach… Pierwsze zdjęcie z Lednicy, kiedy to się poznaliśmy. Pierwsze zdjęcia zrobione Jego nowym aparatem. Wypady za miasto i za wieś, nad morze, do jego siostry. Wspólnie spędzone święta i Sylwester. Nie możliwym wydaje się, że Piotrek mógłby zakończyć nasz związek. Oddałam Mu siebie, całe swoje życie. On jest moim całym życiem. Pozwoliłam sobie dziś do niego zadzwonić. Bo w końcu nadal jestem Jego dziewczyną, nie zerwał ze mną… Nie miał czasu, powiedział, że zadzwoni później. Jego głos stał się ukojeniem. Poczułam się lepiej. Zasnęłam po przepłakanej nocy. Gdy oddzwonił… Dawno nie cieszyłam się tak na Jego telefon… Rozstania (jeżeli to jest rozstanie) bardzo przypominają początki. U mnie. Motylki w żołądku, mrowienie na dźwięk wibracji, chęć spotkania, dylematy- zadzwonić czy nie zadzwonić… I to, że ani na początku ani na końcu nie wiadomo jakie intencje są tej drugiej osoby…
Mam nadzieję, że Piotrek da nam czas, że jeszcze raz spróbujemy budować. Tylko, że nadzieja ta jest coraz bardziej nikła. Gdy rozmawiając z nim powiedziałam, że Go kocham, nie usłyszałam odpowiedzi… Nikt nigdy mnie nie ranił tak jak On w tej chwili. Wiem, że tego nie chce. Boże, kiedy on powiedział mi pierwszy, że mnie kocha?! Jestem cała w rozsypce, mój świat jest w rozsypce. Głupie myśli przychodzą do głowy. Chciałabym napisać mu jak bardzo Go kocham, chciałabym błagać Go na kolanach, żeby mnie nie zostawiał. Boję się spotkania, które ma nastąpić w poniedziałek. Boję się, ale nie mogę się doczekać chwili, gdy Go znowu ujrzę. Dwa tygodnie czekałam na Niego, tęskniłam, a teraz nawet nie mogę nacieszyć się Jego bliskością.
Odsunęliśmy się od siebie. To on odsunął się ode mnie. Przestałam Go podniecać, rzadko się kochaliśmy… Nie byłam tak dobra jakbym chciała być. Teraz widzę, że już dawno zaczęło się psuć. Tylko ja nie dopuszczałam tej myśli do siebie. Znudził się mną. Tylko ja nie znudziłam się Nim.
Cieszę się, że nikt nie ma tutaj wstępu, że jestem anonimowa. Piotrek nie wybaczył by mi, że piszę o nas.
Tak bardzo boję się jutra…
PS. Płaczę- chociaż prosiłeś mnie, abym nie płakała. Nie mam apetytu, nie jem. Najchętniej wypaliłabym całą paczkę papierosów, ale obiecałam. Zatopiłabym swoje smutki w alkoholu. Zrobiłabym coś głupiego- byle byś Ty się o mnie martwił, żeby coś skruszyło Twe zimne serce. Potrzebuję Twojego zainteresowania, Twojej czułości. I wiesz, wcale nie mam wyrzutów sumienia za myśli, które krążą po mojej głowie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz